Będąc przestraszony tak dziwnym widokiem

Będąc przestraszony tak dziwnym widokiem,

Że się Bóg swojej śmierci lęka!

W Ogrójcu gdy widzę na modlitwie okiem

Dla mnie mizernego człowieka:

Ma umrzeć Stwórca ziemi, nieba,

Czegóż nam spodziewać się trzeba?

Którzy nie jak Bogu,

Przy swym złym nałogu

Czynią wielkie zniewagi.


Postępując dalej myślą w tej podróży,

Widząc, że już Boga imają;

Pragnienie mnie bierze, abym patrzał dłużej,

Co za przyczynę tego mają:

Nie widzę, tylko dobroć Pana;

Ta rana jemu jest zadana,

Którą dla zbawienia,

Ludzkiego plemienia,

Poniósł, bym był zbawiony.


Stawia się już Pan nasz wysadzonym sobie,

Którzy go mają dekretować;

Okazuje im się w najlichszej osobie,

Chcąc całemu światu pokazać:

Żem ja Bóg, mógłbym czynić siła,

Ale mnie miłość zwyciężyła,

Która dla każdego,

Chociaż najgorszego,

Przy skrusze dać się rada.


Idąc za tym torem, którym Boga włócząc,

Złość żydowska drogę toruje;

Od zaczętej męki nic mu nie folgując,

Owszem więcej męczarń gotuje:

A za co? za to, że nic złego

Nie czynił dla stworzenia swego,

Idzie obciążony,

Gdzie go zgromadzony

Lud na śmierć dekretuje.


Rozumiałem, że się nad nim kto zmiłuje,

Widząc tak upokorzonego;

Alić złość żydowska cierniem koronuje

I krzyż każe robić dla niego.

Król chwały! za światowe złości

Chce umrzeć, szczególnie z miłości,

Aby tak zapłacił,

Co człowiek utracił

w złościach zapamiętały.


Już stanął na górze, pokazując metę,

Do której każdemu iść trzeba;

Wypowiedział światu ostatnią waletę,

Chcąc być Panem całego nieba:

I zaraz święte jego ciało,

Do krzyża przybite zostało,

Gwożdżmi okrutnemi

Niezaostrzonemi,

Które ręce zorały.


Gdy wisi na krzyżu Bóg i Stwórca nieba,

Upałem słonecznym spieczony,

Woła: pragnę! że mu napoji potrzeba,

Aby człowiek mógł być zbawiony.

Z serc ludzkich, łez żalu wyciąga,

Lecz się złość żydowska sprzysięga,

By mu żółci dała,

Octem napawała

Boga, zamiast słodyczy.


Pije niezmarszczony żółć z octem zmieszaną,

Który nam krwawe źródło toczy:

By żydów pragnienie napoił wylaną

Krwią; przed onychże stawia oczy.

Dwa źródła z boku wytoczone,

Gdy serce włócznią przebodzone,

Z miłości zostało,

By nam udzielało

Swych dobrodziejstw skarbnice.


Nowe prawo z krzyża Janowi przynosi,

Matce swej go za syna dając;

Że się wypełniło pismo, światu głosi

Z drzewa krzyżowego wołając;

Umiera , zwisła na dół głowa,

A przecie, mówi owe słowa:

Boże dobrotliwy,

Bądź im miłościwy,

Bo nie wiedzą, co czynią.


Skały się porwały, gwiazdy się poćmiły,

Słońce Stwórcy swego żałuje;

Zywioły swą radość w smutek zamieniły,

Józef ciało z krzyża zdejmuje:

A człowiek twardszy jest nad skały,

Kiedy go krwawe nie zmiękczały

Krople Stwórcy swego;

I pomienionego smutku

W nim nie wzbudzają.


Odbiera Maryja syna umarłego,

Na swojem świętem składa łonie;

W białe prześcieradło już uwinionego,

Zranione, maścią skrapia skronie:

Do grobu z żałością zanosi,

I łzami pogrzeb syna głosi,

Byśmy go chwalili,

I w sercu nosili,

Jako Boga prawego.

Modlitwy, Pieśni Kościelne, Kolędy, Pastorałki, Pieśni Maryjne, Pieśni Adwentowe, Pieśni na Boże Ciało, Pieśni na Boże Narodzenie, Pieśni Postne, Pieśni Wielkanocne - dla chrześcijan i katolików